-Jak się masz Frido?
- Bardzo dobrze! Sezon jeszcze się nie rozkręcił, ale jak na razie idzie świetnie!
-Jak wyglądał twój sezon do tej pory?
- Przez 10 dni byliśmy w Hintertux. Dzięki kontaktom norweskiej kadry udało nam się załatwić noclegi w niezłym hotelu – tym samym, w którym zatrzymuje się Shaun White! Zajawka! (śmiech)
-Potem pojechałeś do Londynu na Relentless Freeze. Jak było?
- Całkiem dobrze! Choć tak naprawdę to długa historia, wiele się działo. Doszedłem do finału, gdzie w pojedynku head-to-head trafiłem na Kai Mahlera. Miałem szczęście i siadła mi double 12 z double mutem. Potem, w drugiej rundzie zmierzyłem się z Ole Mustadem, który jest moim dobrym ziomkiem i kumplem z reprezentacji. Poszedłem na pierwszy ogień. Przy lądowaniu nadłamała mi się narta i wyleciał cały ślizg…
-Uhhh, jak to się stało?
- Nie jestem pewien co się stało. Musiałem wjechać w głębszy śnieg albo coś w tym rodzaju. A może to druga narta podcięła tamtą i wydarła ślizg? Tak czy inaczej, jedna narta nie nadawała się już do użytku, musiałem szukać czegoś innego. Szczęśliwie miałem ze sobą dwie pary. Wziąłem więc jedną nartę z nowego kompletu, a drugą ze starego. Ale to nie koniec niespodzianek. Kiedy je przypinałem, okazało się, że wiązania nowej narty są o wiele za małe. Znowu zostałem z jedną nartą! Na górze był Oscar Scherlin, który też jeździ na Volklach. Pożyczył mi swoją nartę, ale była 10 cm krótsza od mojej. Skończyłem zawody na dwóch różnych nartach – jak się można spodziewać, trick nie wyszedł idealnie.
-Na jaki trick postawiłeś w tamtej rundzie?
- Skończyło się na 12 mute to reverse tail, ale nie był zbyt dobrze wylądowany i słabo utrzymałem tail graba. Ole pokonał mnie z double 12 nose mute i dostał się do finałów.
-Porozmawiajmy trochę o narodowym teamie Norwegii, którego jesteś członkiem. Jak to zmieniło twoją karierę profesjonalnego narciarza?
-Razem trenujemy w Norwegii i te treningi są świetne. Dużo biegamy i ostro pakujemy (śmiech). Jak dotąd mieliśmy tylko jeden wyjazd do Hinter.
Naszym trenerem jest Christopher Frankum. To równy gość i nasz dobry przyjaciel, ale jednocześnie naprawdę świetny trener. Jest rewelacyjnym narciarzem, więc wie, co robi. Pomaga organizować wyjazdy, jeździ z nami na zawody i wspiera podczas wszystkich startów. A kiedy jesteśmy na zgrupowaniach, filmuje nas całymi dniami, żebyśmy mogli zobaczyć jak to wszystko wygląda, co możemy poprawić albo zrobić inaczej. Daje też bardzo dobre indywidualne wskazówki.
-Jak podoba ci się bycie członkiem reprezentacji Norwegii?
- Podoba mi się! Na początku jesieni zrobiliśmy dobre przygotowanie do sezonu, sporo treningów czeka nas też po zimie. Chcemy pojeździć po całej Norwegii, planujemy więcej wypadów do Stanów i kilku miejscówek europejskich. Mam nadzieję, że się uda.

- A jakie indywidualne wyjazdy planujesz w tym roku?
-To będzie mój pierwszy rok po skończeniu szkoły średniej, więc planuję jeździć wszędzie, gdzie będę mógł. Potem chcę wrócić do Norwegii w poszukiwaniu śniegu. Teraz nie wygląda to najlepiej, ale mam nadzieję, że coś się znajdzie. Może u Andreasa Håtveita? Potem jadę kolejno do Budapesztu, na Glacier 3000, King of Style w Sztokholmie, Sweet Rumble i do Stanów na Dew Tour. A po tym wszystkim chciałbym jeszcze wziąć udział we wszystkich zawodach europejskich, na które uda mi się dotrzeć. Planujemy też w tym roku wiele więcej kręcić.
- Do których zawodów najbardziej się przymierzasz?
-Myślę, że do Dew Tour. Nie zaliczyłem jak na razie zbyt wielu zawodów slopestyle’owych. Ze względu na naukę nie miałem możliwości na odwiedzenie Stanów, ale teraz mam taką szansę, więc ją wykorzystam!
- Gratulujemy skończenia szkoły. Wydajesz się być tym dość podekscytowany. Co to oznacza dla twojego narciarstwa?
- Mam teraz więcej czasu na narty i na nich chcę się skupić. Mogę jeździć dwa razy więcej, kręcić dwa razy więcej i startować dwa razy więcej. Bardzo mnie to nakręca!
-Jakie są twoje filmowe plany na ten sezon?
- Będę kręcił dużo więcej, zarówno z Chaoz Productions, jak i Field Productions. Wiążę z nimi duże nadzieje. Trochę już z nimi kręciłem, ale zawsze były to tylko krótkie epizody. Teraz mam nadzieję na swój własny, dłuższy segment u obu ekip.
-Szybka zmiana tematu – Igrzyska Olimpijskie. Co sądzisz o dodaniu freeskiingu do ich programu? Jak to zmieni ten sport?
- Myślę, że to bardzo zmieni tę dyscyplinę. Dużo więcej „normalnych” ludzi zobaczy freeskiing, a więksi sponsorzy, którzy dotychczas nie byli związani z freestylem, zobaczą, że jest to bardzo atrakcyjny sport, co spowoduje ich zaangażowanie w finansowanie dyscypliny. Oczywiście znacznie wzrośnie też nasza obecność w mediach. Ludzie będą mogli zobaczyć narciarski freestyle w telewizji i będą o nim wiedzieli znacznie więcej, niż teraz.
- To dobrze czy źle?
- Myślę, że dobrze. To cały czas będzie ten sam sport – sport, z którego masz masę frajdy. Sama rywalizacja też będzie dokładnie taka sama, jak na każdych innych zawodach. Jedyna różnica jest taka, że o freeskiingu będzie wiedziało znacznie więcej ludzi.
-Jak bardzo skupiasz się na Igrzyskach?
- Bardzo chciałbym się na nie dostać, to jasne. A jeśli to się uda, będę robił wszystko, żeby było dobrze. (śmiech)
-Chciałbym teraz porozmawiać o tym, co było dla Ciebie jednym z najważniejszych wydarzeń ubiegłego – JOI. Jak było?
- Jon wybudował perfekcyjną skocznię, modelując wersję z 2007 roku. Była ogromna. Zrobiłem triple wobble/cork 1440. W zasadzie próbowałem 1440 na Frostgun Invitational , co niektórzy nazwają triplem, ale to w ogóle nie był triple (śmiech). To był definitywnie tylko double cork. (…)
-Co myślisz o triplach? Uważasz, że będą integralną częścią zawodów tego sezonu?
- Sądzę, że to naprawdę trudny trick i, prawdę mówiąc, nie jest szczególnie przyjemny do wykonania (śmiech). Mam nadzieje, że w slopestyle’u nie będzie triple corków. Byłoby lepiej, gdyby zarezerwowano je na największe zawody big air. Żeby wykonać tripla, trzeba mieć naprawdę dobre graby i doskonale opanowane lądowanie, więc mam nadzieję, że tych tricków nie będzie w slopestyle’u. Jeśli do niego wejdą, to zamieni się on w festiwal skakania (latania).
-Jeszcze jakieś plany na ten sezon?
- Zuppen, grupa moich przyjaciół z miejsca, z którego pochodzę, kręci filmiki, na których trochę jeździmy na nartach, trochę się wygłupiamy. Mamy z tego niezły ubaw – kręcimy kilka takich odcinków, dorzucamy śmieszne wstawki, wrzucamy do sieci. Chłopaki przyjeżdżają do mnie do wielu miejscówek, np. tu, do Londynu, kręcą zarówno zawody, jak i to, co robimy potem – łazimy po mieście, mamy niezłą głupawę i świetnie się bawimy – bo narty to połączenie tego wszystkiego. Taaa, to będzie naprawdę zajebisty moment tego sezonu.
Komentarze
Skomentuj