Absurd Expedition 2008 - odcinek 4
Witam
Parę dni temu zjechałem z gór w Boliwii do chilijskiej wioski San Pedro de Atacama w celu podleczenia troszkę mojego ścięgna Achillesa (po 4 dniach pchania mojego 100kg klocka tj roweru z bagażem po piachu moja głównodowodząca noga w pchaniu troszkę odmówiła posłuszeństwa - ścięgno Achillesa i okolice stawu biodrowego zaczęły troszkę dokuczać), jednocześnie skończyłem 1 etap rowerowania tj. płaskowyż Altiplano.
Jutro zaczynam wspinać się na andyjskie przełęcze, przejeżdżam parę z nich i ląduje w Salcie, aby odebrać przesyłkę z nowymi butami (jeden z butów padł w boju w Boliwii, tj pękła podeszwa), które zostały przesłane do mnie z Polski. w międzyczasie udało mi się również zorganizować kopie wojskowych map Puny de Atacama, które będę miał do odebrania w Salcie. Po opuszczeniu Salty kieruje się w kierunku Puny de Atacama. To jest już pewnie ostatnia relacja przed świętami Bożego Narodzenia - chciałbym więc wszystkim życzyć spokojnych i ciepluchnych Świąt i do usłyszenia pod koniec roku.
Jakubek oraz Mikołaj - grube dzięki za zorganizowanie przesyłki do Argentyny.
Po opuszczeniu Salaru de Uyuni obieram kierunek na południowo-zachodni kraniec Boliwii... mija któryś z kolejnych tygodni pedałowania... prawie że zapomniałem jak się nazywam, kim jestem, skąd pochodzę, co robie na co dzień w Polsce... nazwy kolejnych dni tygodnia, data - pusto brzmiące słowa, które nie mają tutaj znaczenia. Przyszłość - nie istnieje; nie myślisz o tym co musisz zrobić jutro, pojutrze, za tydzień... przeszłość - to tylko wspomnienia, które nie istnieją w rzeczywistości, a jedynie w twojej głowie; te dobre czasami pomagają przetrwać tobie te cięższe chwile... wszystko wygląda jakby stanęło w miejscu... jest tylko TU i TERAZ
...tylko kolejne wschody i zachody słońca przypominają o upływającym czasie...
Zachodzące słońce daje mi znak ze zbliża się koniec rowerowania w danym dniu i pora odpoczynku twojego organizmu... jednak ty chcesz jechać dalej i kontynuować chłonięcie tego wszystkiego co jest dookoła ciebie przez pierwsze 2 dni po opuszczeniu Uyuni zatrzymuje się na noc w boliwijskich wioskach... godzina 19.00 - powoli zapada zmrok... chmury zaczynają barwić się odcieniami żółci, pomarańczu i czerwieni zachodzącego słońca, jakich dawno nie widziałem. Pół godziny później zapada całkowita ciemność... nagle w wiosce zapalają się wszystkie światła w oknach domów, z każdego z nich dochodzi głośna muzyka, ludzie zaczynają wychodzić ze swoich domów i odwiedzają się nawzajem - słychać śmiech i rozmowy... 2h później... nagle generatory prądu przestają pracować, milkną głosy rozmów, przestaje grac muzyka... pozostaje jedynie wiejący wiatr oraz niebo pełne gwiazd.
kolor wody w niektórych lagunach przybiera niesamowite kolory – czasami jest to kolor krwiście czerwony, turkusowy, czasami zielony lub mleczno biłay...
po drugiej stronie lustra :)
Wschodzące słonce i początek dnia - powoli wszystko budzi się do życia i cała zabawa zaczyna się od początku :) woda w niektórych częściach laguny zamarza, w niektórych jej częściach pozostaje w postaci ciekłej (w zależności od zawartości w niej składników mineralnych) pomimo tego iż temperatura powietrza w nocy spada do -20C; gorące źródła wpływające do lagun powodują skraplanie się pary wodnej co objawia się w postaci delikatnej mgiełki przy powierzchni tafli jeziora... robi się bardzo tajemniczy nastrój :)
Poranek - wszystkie strumienie wpływające do laguny skute lodem... ale po parunastu minutach od wschodu słońce bombarduje powierzchnie ziemi potężnymi ilościami ciepła... wszystko zaczyna topnieć.
Powoli zjeżdżam z przełęczy... w oddali widzę lagunę... co jakiś czas zatrzymuje się i oglądam za siebie wodząc wzrokiem na ślady moich opon w piachu które nikną w oddali... patrze się przez parę sekund i próbuje utrwalić w pamięci pustynny krajobraz gór za moimi plecami barwiony promieniami zachodzącego słońca na kolor czerwono-pomarańczowy.
Różowe flamingi są nieodłącznymi elementem prawie każdej laguny... tafla laguny pokryta fałdami spiętrzonej wody w wyniku wiejącego wiatru. po południu siadam nad brzegiem jeziora i przez kolejne 2-3h godziny wpatruje się w grupkę różowych flamingów kroczących przy brzegu jeziora i sączących plankton z jeziora swoimi zakrzywionymi dziobami w kształcie haczyka. W pewnym momencie wszystkie z nich rozprostowują swoje skrzydła, zaczynają biec machając nimi cały czas... w pewnym momencie wznoszą się powietrze i znikają w oddali; z daleka widać to tak jakby biegły one po powierzchni wody, muskając jedynie delikatnie swoimi chudymi i długimi nogami tafle jeziora.
* wszystkie zdjecia zostaly wykonane przy uzyciu obiektywu SIGMA 18-50mm F2.8 EX DC MACRO. Do wykonania niektórych zdjęć użyto filtra polaryzacyjnego SIGMA multi-coated circular PL pro. Sponsorem w/w sprzętu jest oficjalny dystrybutor wyrobów firmy SIGMA firma K-Consult (http://www.kconsult.pl).
Zobacz aktualności powiązane z tym tematem:
* Absurd Expedition 2008 - odcinek 3* Absurd Expedition 2008 - odcinek 2
* Absurd Expedition 2008 - odcinek 1
* Absurd Expedition 2008 - rozmowa z Pepe
Komentarze
Dodaj swój komentarz
no piękna sprawa. czekam na premierę filmu z niecierpliwością ;p Into The White był super. ten...
rewelka, po obejrzeniu tak się napaliłem na freeride szkoda że nie mieszkam w górach :( co do soundtracku...
http://www.pawelpalichleb.pl
Ładny kryzys relacja, W Sobote nie było tylko po 3 zawodników, ale praktycznie po 12 i były tez...
Film jest rewelacyjny, świetny dobór numerów, zdjęcia piękne. Polak potrafi ! Bardzo proszę o...
















