Sitity - sierpień 2009
Cały wypad jak zwykle był bardzo spontaniczny. Do końca nie byliśmy pewni czy w ogóle uda się nam wyrwać z ulewnej Polski. Dopiero około godziny 13 we wtorek sytuacja się troszeczkę wyklarowała, gdy jechałem do Zakopanego ustalić z Jaśkiem i Szczepanem „co i jak”…. Doszliśmy do wniosku, że lepiej będzie nam wystartować w stronę Stitów z samego rana w środę, tak więc zebraliśmy się przed 20 z Zako i pojechaliśmy do Bystrej w składzie: Ewka, Szczepan, Jasiek, Szuler, Gruszka, Hugo (Longer) i ja, skąd wyruszaliśmy nazajutrz.



Następnego dnia tylko szybka śniadanko o 6 rano i już byliśmy w drodze, która minęła nam szybko i bez niemiłych niespodzianek (mimo jednej, małej pomyłki w nawigacji).




Na miejsce dotarliśmy dopiero kolo godziny 10.30 - jeszcze tylko wykupienie wstępu i rozgrzeweczka na batutach. Ciekawą opcją była postawiona w tym roku wieża (a raczej rusztowanie) do skakania przy basenie. Ale to tylko dodatki to tego co tak naprawdę nas interesowało w Acrobat Parku. Ci, którzy tam byli wiedzą, że stojące tam skocznie z najazdami wyłożonymi igielitem i lądowaniami do basenu są idealna alternatywą na letni trening freeskiingu, snowboardingu lub aerials’ów. Do dyspozycji są również dwa boxy ustawione do wody (prosty i A-frame), a oprócz tego wypożyczalnia całego ekwipunku, który jest nam potrzebny do spróbowania swoich sił na water-ramps’ach.

Nie zwlekając ani chwili dłużej wskoczyliśmy w pianki i posypały się pierwsze skoki. Na dzień dobry poleciały Flat spin’y, rodea, corki a nawet double. Ja troszkę się zbytnio ‘wyluzowałem’;P i niestety przy drugim skoku zgubiłem nartę, którą ze względu na brak maski do nurkowania wyłowiłem dopiero następnego dnia, przez co miałem chwile na pstryknięcie kilku zdjęć i zabawę na batutach. Tego dnia również Jasiek ze Szczepanem uderzyli na dużą skocznię, co w przypadku tego pierwszego zakończyło się połamaniem obydwu nart po pierwszym skoku.

Ze względu na brak wolnych miejsc w hoteliku przy Acrobat Parku musieliśmy szukać spania w okolicznych wsiach, w czym pomógł nam pan Valenta- właściciel ośrodka. Jednakże nie pomieszkaliśmy tam za długo, gdyż na nasze miejsce zjawili się inni goście i zostaliśmy delikatnie wyproszeni.
Następnego dnia ruszyliśmy pełną parą ok. godziny 11. Tutaj bez większych historii, każdy z nas próbował dorzucić coś nowego do swojego asortymentu tricków i na skoczniach i na batucie. Nie obeszło się oczywiście bez zaliczenia 'cheese pointa' tego dnia. Trzeciego dnia dojechali do nas Maciek i Mieszko Chmielarscy, a także niespodziewanie zjawił się Marcin Michalski a.k.a FĄK przywożąc nam świeżutkie winogrona i arbuzy w podarunku od swojej firmy;P.

W sobotę Acrobat Park był poza zasięgiem zwykłych śmiertelników czego przyczyną były zawody freeskiingowo-snowboardowe. Poziom naprawdę wysoki, double flipy leciały jeden za drugim. Z Polaków wystartował tylko Szczepan Karpiel zajmując dobre 4 miejsce. Czechy reprezentowali m.in. Robin Holub, Jirka Volak czy Martin Horak i ta trójka właśnie znalazła się na podium (w tej kolejności).


Podsumowując wyjazd był dla wszystkich mega progresywny, każdy z nas dołożył co najmniej kilka nowych sztuczek do swoich repertuarów, udało się bez żadnych kontuzji (za wyjątkiem cięcia na głowie Jaśka, które nie wiadomo z skąd się wzięło po ostatniej nocy;P) tylko sprzęt troszeczkę ucierpiał, ale coś za coś. Planujemy wrócić tam w ciągu najbliższych tygodni, także spodziewajcie się bardziej obfitego materiału filmowego i zdjęciowego niebawem.

Komentarze
Dodaj swój komentarz
swietny wypad pozdr z wielkopolski
prosze powiedzcie mi jak sie zwie nutka z 2 minuty
no piękna sprawa. czekam na premierę filmu z niecierpliwością ;p Into The White był super. ten...
rewelka, po obejrzeniu tak się napaliłem na freeride szkoda że nie mieszkam w górach :( co do soundtracku...
http://www.pawelpalichleb.pl





