Diedamskopf
Witamy w Diedamskopf, kameralnym i malowniczym kurorcie narciarskim. Mieszkamy w Au, zaledwie dwa kilometry od dolnej stacji gondoli, która wywozi nas prosto do tutejszego snowparku. Niezwykłe, że w miejscu, które nie może się równać pod względem ilości tras narciarskich z największymi austriackimi resortami, znajduje się jedna z największych skoczni jaką można znaleźć w całej wiosennej Austrii.
Do Diedamskopf dojechaliśmy po godzinnej jeździe z Silvretta Montafon gdzie pracowaliśmy nad zdjęciami przez pierwsze trzy dni naszego tripu po regionie Vorarlberg. Trasa wiodła przez dwie duże doliny zwieńczone i połączone przełęczą. Droga, poprowadzona przez alpejskie zbocza, kręta i stroma, znakomicie nadawała się do testowania możliwości Fiata Sedici, którym podróżujemy. Po dotarciu na miejsce jedynymi rzeczami o jakich myśleliśmy był wypoczynek i skocznia, o której wiele słyszeliśmy. Wrażenie robią 18 metrów przelotu pomiędzy wybiciem i lądowaniem oraz spora dziura, nad którą latają nasi riderzy.
Pierwszego dnia długo byliśmy przekonani, że Diedamskopf Session Kicker będzie odpalony przez nas dopiero nazajutrz. Tymczasem z pomocą przyszli shaperzy snowparku i po poznaniu się z nimi szybko ustaliliśmy szczegóły naszej sesji zdjęciowej. Przed przyjazdem byliśmy bowiem w stałym kontakcie z przedstawicielem strony austriackiej, która zaproponowała nam sesję przy zachodzie słońca. I tak okazało się, że już pierwszego dnia, po przedpołudniowym rozjeżdżeniu, zostaniemy na górze czekając na zachód słońca. Klimat był niesamowity. Było już po godzinie 16, shaperzy pracowali w snowparku przygotowując na dzień następny snowpark, natomiast my, pożywiając się mięsem z konserw czekaliśmy na właściwy moment. Po niedługim czasie zjawił się Ralph, który miał wozić Szczepana, Jaśka i Tomka skuterem śnieżnym po każdym skoku. Chłopaki szybko przyzwyczaili się do skoczni, która według ich późniejszych relacji była idealna.
Skocznia ta powstała niecałe dwa miesiące temu właśnie na okoliczność takich sesji zdjęciowych jak nasza. Zwykle nie jest otwarta dla wszystkich i jakkolwiek to zabrzmi, mogą na niej skakać tylko wybrańcy. Zatem nasi riderzy, Szczepan Karpiel, Jasiek Krzysztof i Tomek Paździor są teraz nielicznymi, którzy mogą cieszyć się z możliwości latania w Diedamskopf. Poza największym kickerem w snowparku są dwie linie nieco mniejszych skoczni oraz rozmaite raile i boxy, na których szaleją przede wszystkim Szczepan i Jasiek.
Dni Vorarlberg Tripu mijają pracowicie i owocnie. Mamy za sobą trzy dni w Silvretta Montafon zwieńczone imponującym cork 720 nad skałą w wykonaniu Tomka Paździora, a teraz, w Diedamskopf, rozkręcamy się na całego. Chłopaki zasługują na słowa uznania za pracę jaką wykonują by mieć możliwie najlepszy materiał fotograficzny i filmowy. Na skoczni w Diedamskopf najlepsze tricki do tej pory to unnatural 720 tail grab Jaśka Krzysztofa, a także bio 900 nose mute Szczepana Karpiela. Szczepan postarał się też o to by pan Fikcja.pl złożył dobrą sekwencję jibbingową, wykonując 270 in/270 out na down boxie. Przed nami kolejne dni jazdy w Vorarlberg. Kolejna sesja o zachodzie słońca, kolejne tricki, kolejne zdjęcia. Alpejska przygoda trwa.
PS.: w Diedamskopf jeszcze trudniej o połączenie z internetem, ale jeszcze usłyszycie na bieżąco, prosto z Alp o naszych kolejnych przedsięwzięciach. Dziś korzystamy z uprzejmości shaperów, którzy goszczą nas u siebie i dzielą się swoim WiFi.
Komentarze
Dodaj swój komentarz
swietny wypad pozdr z wielkopolski
prosze powiedzcie mi jak sie zwie nutka z 2 minuty
no piękna sprawa. czekam na premierę filmu z niecierpliwością ;p Into The White był super. ten...
rewelka, po obejrzeniu tak się napaliłem na freeride szkoda że nie mieszkam w górach :( co do soundtracku...
http://www.pawelpalichleb.pl











